UWAGA - przeglądarka ma wyłączoną obsługą JAVASCRIPT

Do prawidłowego działania strony, niezbędna jest włączona obsługa JAVASCRIPT w przeglądarce.

Armia Karola X Gustawa

 

Armia szwedzka już w okresie wojny 30-letniej dała się poznać jako dobrze działająca machina wojenna i jedna z najlepszych armii w Europie. W okresie „potopu” Karol X Gustaw nie dokonał żadnych rewolucyjnych zmian w organizacji, taktyce czy strategii i dowodził armią, która ukształtowała się w II połowie wojny 30-letniej. Z wojny tej doświadczenie wynosili nie tylko szeregowi żołnierze jego armii, ale przede wszystkim wyższa kadra oficerska.

Zasadniczo regimenty piechoty, dragonii i rajtarii składały się z dwóch rodzajów wojsk: krajowych (szwedzkich) i zwerbowanych, zwanych potocznie „niemieckimi” a przez samych Szwedów: „Värvade”. Choć te ostatnie rzeczywiście najczęściej były werbowane w krajach niemieckich, to zdarzali się w nich ochotnicy z rozmaitych zakątków Europy np. z Holandii, czy Szkocji. Trzeba jednocześnie pamiętać, że na porządku dziennym było, że zarówno szeregowi żołnierze jak i oficerowie z armii szwedzkiej, tak jak i z innych armii tego okresu, służyli także w armiach przeciwników. Zarówno Szwedzi jak i Polacy chętnie wcielali w swoje szeregi jeńców bądź nawet całe oddziały z przeciwnej armii, nie zważając na ich skład narodowy. Skwadrony zwerbowane i krajowe nie różniły się zbytnio pod względem taktycznym, natomiast istniały różnice w składzie osobowym, być może drobne w uzbrojeniu i ubiorze („niemcy” na przykład chętniej używali hełmów i pancerzy niż kapeluszy i koletów), i zupełnie marginalne w kadrze podoficerskiej i oficerskiej. Regimenty krajowe oparte na szwedzkim, ewentualnie fińskim rekrucie, były przed wojną dobrze i jednolicie uzbrojone, zaopatrzone i wyszkolone. Od regulaminowego mogło natomiast odbiegać nieco uzbrojenie regimentów „niemieckich”, werbowanych według umowy kapitulacyjnej, która określała stan liczebny oddziały, miejsce werbowania, wysokość żołdu itd. Różnice te polegały przede wszystkim na używaniu przez oddziały najemne pancerza i różnych rodzajów długiej broni palnej.

Trzonem armii była w czasie „potopu” kawaleria (rajtaria i dragonia), która decydowała o ruchliwości armii szwedzkiej. Karol X Gustaw zdawał sobie sprawę, że w Rzeczypospolitej będzie musiał sprostać znakomitej jeździe polskiej, a armia polska to przede wszystkim armia konna. Piechota i artyleria odgrywały ważną rolę zwłaszcza w pierwszej fazie wojny (1655-1656), z czasem jednak kampanie polowe musieli toczyć Szwedzi głównie jazdą. W 1657 r. król szwedzki nakazał dać muszkieterom konie i uczynił z nich de facto jednostki dragonii, natomiast piechota i ciężka artyleria stanowiła trzon garnizonów zajętych miast i twierdz. Zmiana w strukturze armii i wycofanie się z kampanii polowych piechoty spowodowane były w dużej mierze również taktyką strony polskiej stosującej wojnę szarpaną (partyzancką).

Muszkieter. Grafika autorstwa Marka Szyszko

Mocną stroną armii szwedzkiej była nowoczesna organizacja władz wojskowo-administracyjnych, która była w stanie sprostać poważnym wyzwaniom w dziedzinie mobilizacji oddziałów krajowych i werbowania jednostek za granicą (cudzoziemcy, w tym także oficerowie, stanowili znaczy odsetek w armii szwedzkiej), zabezpieczenia potrzeb logistycznych armii oraz prowadzenia systematycznej grabieży na terenie Rzeczypospolitej (kontrybucje, salwagwardie, grabież itd.).

Niewątpliwie o skuteczności armii szwedzkiej decydowało wiele czynników, z których ważnymi były skład armii (weterani), wysokie walory kadry oficerskiej, skuteczna taktyka broni połączonych (jazda, piechota, artyleria), duże nasycenie wojska artylerią . Na ogół podkreśla się, że armia szwedzka dysponowała dużą siłą ognia i jednocześnie była ruchliwa w skali operacyjnej i taktycznej. W dużych bitwach polowych rozbicie armii szwedzkiej było bardzo trudne, jak wykazały bitwy pod Warszawą czy Gnieznem. Armia szwedzka na polu bitwy była w stanie zmienić front lub dokonać ubezpieczonego marszu dużymi siłami w obliczu przeciwnika. Była to jedna z przyczyn zrezygnowania przez stronę polską z bitew polowych i preferowania działań partyzanckich. Szwedzi potrafili rozbić siły polskie i zmusić do odwrotu, ale nie byli w stanie zniszczyć armii polskiej (skuteczny pościg), która nawet po przegranej bitwie odskakiwała od przeciwnika i szybko odzyskiwała sprawność bojową, by po kilku dniach znowu zagrażać Szwedom.

Wojska szwedzkie, mimo iż przed wojną zaplanowano zwerbowanie wielu regimentów „niemieckich”, okazały się za małe by skutecznie kontrolować ogromne obszary Rzeczypospolitej, którą tak łatwo opanowały. Wojna szarpana (partyzancka), wysiłek mobilizacyjny strony polskiej i uczestnictwo w ruchu antyszwedzkim znacznych części społeczeństwa spowodowało, że Szwedzi wygrywali bitwy, ale nie byli w stanie wygrać wojny. W czasie ciężkich kampanii w Polsce zanotowano problemy z zaopatrzeniem jednostek, niskimi stanami personalnymi, zniechęcenie do wojny wśród kadry. Trzeba jednak pamiętać, że do ostatecznego pokonania armii Karola X Gustawa potrzebna była dopiero silna koalicja polsko-austriacko-duńsko-brandenburska, do której przejściowo dołączyła też Rosja. Od roku 1657, kiedy w granice Rzeczypospolitej wkroczyła sprzymierzona ze Szwedami armia siedmiogrodzka Jerzego II Rakoczego i Szwedzi przeprowadzili ostatnią dużą operację ofensywną, ciężar wojny przeniósł się do Danii. Od tej pory front w Rzeczypospolitej z punktu widzenia Karola X Gustawa miał drugorzędne znaczenie – Szwedzi przeszli do defensywy, która ograniczyła się do utrzymania punktów umocnionych wzdłuż Wisły, na Żuławach Wiślanych i w Kurlandii. Już nigdy po 1657 r. Szwedzi na froncie polskim nie przeprowadzili zakrojonej na wielką skalę operacji ofensywnej z użyciem piechoty i artylerii. Działania zaczepne realizowano tylko jazdą i dragonią. Jednak odbijanie kolejnych twierdz w latach 1658-1659 (Toruń 1658, Grudziądz 1659) był zadaniem trudnym i wymagał od Polaków ogromnego wysiłku mobilizacyjnego i taktycznego.

Marcin Gawęda