UWAGA - przeglądarka ma wyłączoną obsługą JAVASCRIPT

Do prawidłowego działania strony, niezbędna jest włączona obsługa JAVASCRIPT w przeglądarce.

Wojskowość Rzeczypospolitej Obojga Narodów


Wojsko Rzeczypospolitej łączyło w sobie elementy wojskowości wschodniej i zachodnioeuropejskiej. Odbijało się to wyraźnie w podziale wprowadzonym za panowania Władysława IV, który podzielił wojsko na zaciąg (autorament) narodowy i cudzoziemski.
Mówiąc ogólnie autorament narodowy (husaria, kozacy/pancerni, lekka jazda, piechota polsko-węgierska) to formacje tradycyjnie polskie czerpiące z doświadczeń wojskowości europy wschodniej i środkowej, gdzie główną rolę odgrywała jazda z pomocniczą rolą piechoty. Z kolei autorament cudzoziemski (piechota „niemiecka”, dragonia, rajtaria) to dorobek wojskowości zachodnioeuropejskiej opartej na sile ognia piechoty i artylerii.

Zasadnicza różnica dotyczyła sposobu zaciągania jednostek. Autorament narodowy opierał się na systemie towarzyskim, a z kolei cudzoziemski- na zasadzie „wolnego bębna”. W autoramencie narodowym podstawową, najmniejszą jednostką był poczet składający się z towarzysza i jednego lub kilku pocztowych. Pewna ilość pocztów tworzyła natomiast chorągiew, na której czele stał rotmistrz oraz jego zastępca porucznik. Chorągiew była podstawową jednostką organizacyjną w autoramencie narodowym. Chorągwie jazdy grupowano po kilka lub kilkanaście w pułki, które miały jednak charakter jedynie taktyczny a nie organizacyjny. Zaciąg cudzoziemski opierał się na wzorach zachodnioeuropejskich, gdzie podstawową jednostką była kompania (kornet), skwadron i wreszcie regiment. Tworzenie jednostki opierało się na umowie (kapitulacji, besztalunku) z pułkownikiem, który z kolei werbował ochotników w danym rejonie kraju, wypłacając im zaliczki, ekwipując i szkoląc.

O ile więc w systemie towarzyskim towarzysz dbał o dobór jak najlepszych pocztowych, to w zaciągu cudzoziemskim werbowano często przypadkowych ludzi, byle tylko wypełnić szeregi zgodnie z literą umowy, która określała liczebność oddziału (regimentu).

Siły zbrojne Rzeczypospolitej Obojga Narodów w tym okresie można podzielić na różne sposoby. Oprócz podstawowego podziału na autorament narodowy i cudzoziemski oraz wojska koronne i litewskie  odróżnić należy siły zbrojne będące w dyspozycji władz centralnych od wojsk podległych władzom lokalnym, samorządowym i osobom prywatnym.

 


Towarzysz husarski. Garafika autorstwa Marka Szyszki.


W skład sił ogólnopaństwowych wchodziły:

wojska zaciężne – trzon ich stanowiły tzw. wojska kwarciane (głownie jazda: husaria i kozacy/pancerni), które były nieliczne i w razie wojny powiększano je przez dalsze zaciągi tworząc armię zaciężną, ale niestałą, rozpuszczaną po zakończeniu działań wojennych,

piechota wybraniecka – swego rodzaju chłopska piesza milicja  powołana do życia za Batorego i powoływana później, także pod inną postacią (wyprawy łanowe/dymowe),

wojsko zaporoskie – tzw. kozacy rejestrowi,

pospolite ruszenie – milicja szlachecka, formacja w XVII wieku już mocno przestarzała, o małej wartości bojowej.

W skład wojsk niepaństwowych wchodziły:

wojska ziem i województw – tzw. wojska powiatowe, wystawiane przez poszczególne jednostki terytorialne na podstawie uchwał sejmików; wojska te (różnego rodzaju, ale głównie jazda) zaciągano na krótki okres czasu, w przypadku zagrożenia wewnętrznego lub zewnętrznego danej ziemi albo zniszczenia wojsk państwowych,

siły zbrojne miast królewskich – odgrywały minimalną rolę, składały się z niewielkich oddziałów piechoty miejskiej,

wojska ordynackie – wojska utrzymywane przez kompleksy dóbr ziemskich, które jednak nie podlegały władzy hetmańskiej, wojska ordynackie stanowiły garnizony ważniejszych twierdz lub wsparcie wojsk polowych,

gwardia królewska – wojsko prywatne króla, które składało się początkowo z jednostek nadwornych, a potem jednostek utrzymywanych przez państwo,

wojska prywatne – filar znaczenia magnaterii w Polsce, składały się na nie kilkusetosobowe oddziały zaciężne, czasami powiększane nawet do kilku tysięcy i bardzo wzmacniające wojska państwowe zwłaszcza na południowo-wschodnim obszarze kraju; właśnie ze względu na ich rozlokowanie głównie w latyfundiach ukraińskich i znaczący w nich odsetek Kozaków, po 1648 r. i powstaniu Chmielnickiego ich liczebność znacznie spadła; o znaczeniu wojsk prywatnych może świadczyć fakt, że pod Ochmatowem (1644) niemal połowa wojska to poczty magnackie.

Ogólnie rzecz ujmując wojska koronne prezentowały się nader ubogo w stosunku do rozległości i aspiracji mocarstwowych państwa. Wojska kwarciane były zdolne jedynie do osłony południowo-wschodnich rubieży kraju przed najazdami tatarskimi i nie były w stanie prowadzić poważniejszych działań wojennych przeciwko liczniejszym, a często również lepiej zorganizowanym armiom państw graniczących z Rzeczpospolitą. W takich sytuacjach potrzebne były decyzje władzy ustawodawczej czyli sejmu walnego o powiększenie stanu armii (od połowy XVII wieku zwanego komputem). Na powiększenie komputu, nawet do kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy, potrzebny był czas i zrozumienie potrzeby uchwalania podatków wśród szlachty. W okresie wielkiego zagrożenia i mobilizacji całości sił państwa, Rzeczypospolita była w stanie wystawiać armię liczącą nawet ponad 30 tys. żołnierzy (Chocim 1621, Żwaniec 1653, Wiedeń 1683). Nie licząc pospolitego ruszenia oraz posiłków kozackich największa liczebność armii koronnej została osiągnięta w 1659 r., kiedy to wraz z armią litewską Rzeczypospolita wystawiła armię ok. 54 tys. żołnierzy (60 tys. stawek żołdu), z czego sama Korona miała komput liczący ok. 36 tys. żołnierzy. Należy przy tym wspomnieć, że system opłacania kadry oficerskiej powodował, że stawki żołdu (w jeździe konie, w piechocie i dragonii porcje) nie oznaczały rzeczywistej ilości żołnierzy. Generalnie poza jednostkami polsko-węgierskimi, gdzie kadra oficerska nie była liczna (ok. 3%), „ślepe porcje”, czyli żołd dla kadry powodował, że od ilości stawek żołdu należy odliczać 10-15% i o tyle pomniejszać etaty podając liczebność jednostki. Oczywiście liczebność ta podawana na popisach bądź zawarta w dokumentach skarbowych często nijak miała się do rzeczywistej liczebności jednostki, która była znacznie mniejsza (chorzy, dezerterzy, ranni, oddelegowani itp.). Uwaga ta dotyczy zwłaszcza piechoty i dragonii, której losem w trakcie wyprawy często niezbyt się przejmowano, dlatego cierpiała ona głód i niewygody.

Wojny prowadzone w I połowie XVII wieku nie zagrażały istnieniu państwa polskiego dlatego prowadzone były stosunkowo niedużymi siłami, a wojska prywatne i posiłki kozackie odgrywały w nich dużą rolę. Tylko wyjątkowo Korona wystawiała bardzo silne armie z licznym autoramentem cudzoziemskim (np. kampanie chocimska 1621 i smoleńska 1632-34). Działania wojenne nie toczyły się w sercu państwa, ale na pograniczu, a nawet poza nim (Inflanty, Dymitriady, Prusy). Permanentne było natomiast zagrożenie tatarskie ale tu dość dobrze radziły sobie, mimo oczywiście zbyt małej liczebności, oddziały kwarciane.

Przełomowy okazał się rok 1648, którego skutkiem była utrata ogromnych obszarów na wschodzie i pierwsze klęski wojska kwarcianego. Nieustanne wojny z lat 1648-1667 były szczególnie dramatyczne, gdyż zagrożona była już często integralność Rzeczypospolitej czy wręcz jej istnienie, jak np. w trakcie „potopu szwedzkiego” i związanych z nim prób rozbioru państwa pomiędzy sąsiadów. Z wojen tych, które nie toczyły się już bynajmniej na obszarach przygranicznych, Rzeczypospolita wyszła straszliwie zniszczona, a zaległości w żołdzie wobec wojska sięgały wielu lat wstecz. Toczono wówczas wojny niemal ze wszystkimi naszymi sąsiadami, w różnych latach i konfiguracjach: z powstańcami kozackimi i Tatarami, z Rosją, ze Szwecją i Brandenburgią czy z Siedmiogrodzianami. Jakby tego było mało w latach 1665-1666 dotknęła Rzeczypospolita także wojna domowa (tzw. rokosz Lubomirskiego). Lata 70-te XVII wieku to wzrastające zagrożenie ze strony licznych najazdów tatarskich i powracający znów konflikt z Turcją (1672-1676 oraz 1683, a następnie okres „Ligi Świętej”). Talent hetmana, a potem króla Jana III Sobieskiego powoli wygasał, a koniec wieku oznaczał widoczny już wyraźnie upadek polskiej sztuki wojennej.

Polskie siły zbrojne w podziale na rodzaje wojska wykazywały na ogół wysoką wartość taktyczną, przy czym główną siłą uderzeniową była oczywiście ciężkozbrojna husaria. Polska sztuka wojenna charakteryzowała się „głodem bitwy” i dążeniem do walnej rozprawy, bo na długie kampanie i wojny zazwyczaj nie było środków finansowych. Ta ogromna niewydolność aparatu państwowego była podstawową piętą achillesową Rzeczypospolitej. Ponieważ państwo nie było w stanie prowadzić długotrwałych działań wojennych, stąd często wielkie zwycięstwa w polu nie mogły zostać przekute w sukcesy polityczne i zdobycze terytorialne.

O ile w I połowie XVII wieku piechota pełniła wyłącznie rolę pomocniczą w stosunku do jazdy, o tyle sytuacja ta zaczęła się zmieniać w czasie kampanii smoleńskiej (1632-1634), kiedy to Władysław IV, dostrzegając niedostatek sił zdolnych do oblegania twierdz przeciwnika, zdecydował się na zaciągnięcie wielu oddziałów autoramentu cudzoziemskiego. W połowie wieku silne jednostki dragonii i piechoty „niemieckiej” zaczęły odgrywać coraz większą rolę, podczas gdy w jeździe zdecydowanie dominowały już chorągwie kozackie/pancerne. Chluba polskiej armii husaria, odgrywała wielką rolę taktyczną, ale w połowie wieku nie była już taka liczna (w okresie „potopu” zaledwie kilka chorągwi) i nie była już w stanie wygrywać bitew bez współdziałania z innymi rodzajami wojsk. Stosunkowo słaba w polu, głównie z powodu braku funduszy na transport, a nie na brak sprzętu, była artyleria. Używano jej więc w polu w niewielkich ilościach i raczej mniejszych wagomiarów (2-6 funtów).

Strategia i taktyka uzależniona była oczywiście od rodzaju przeciwnika, ale generalnie można stwierdzić, że wojskowość polska lepiej sprawdzała się w bitwie polowej, dużym wyzwaniem natomiast było dla niej oblężenie. Armia polska umiejętnie łączyła zalety wschodniej (jazda) i zachodniej (siła ognia) sztuki wojennej, będąc armią bardzo różnorodną, którą w razie potrzeby łatwo było zbilansować. Przez cały wiek preferowano w polskiej armii ruchliwość i manewrowość, często kosztem siły ognia, której niedostatek najbardziej uwidocznił się w czasie „potopu”, gdy walczono z nasyconą dużą ilością broni palnej i artylerii armią szwedzką. Nawet wtedy jednak chorągwie polskie działając tzw. komunikiem, a więc wyłącznie jazdą nie obciążoną taborami, która zazwyczaj wspierana była przez dragonię, potrafiły dzięki szybkości manewru i błyskawicznemu przemieszczaniu się zaskoczyć przeciwnika.

Ostatecznie oczywiście pełne wykorzystanie zalet polskiej wojskowości zależało od talentów poszczególnych dowódców. Wśród nich najistotniejsza rolę odegrał urząd hetmański, który od czasu Batorego był urzędem dożywotnim. Mieliśmy więc hetmanów wybitnych, którzy potrafili wznosić się na wyżyny sztuki wojennej i mimo niedostatków armii odnosić wspaniałe zwycięstwa i oczywiście mieliśmy też przeciętnych czy wręcz nieudolnych, którzy pomimo często sprzyjających okoliczności i męstwa żołnierzy ponosili klęski.

Marcin Gawęda